czwartek, 28 kwietnia 2016

Rozdział 4

Jechaliśmy bardzo długo. Zapadł zmrok. Dopiero teraz zrozumieliśmy jak niebezpiecznie jest nocą. Przed maskę naszego samochodu co chwila wyskakiwali "Oni", lecz nawet to nie zatrzymywało naszego opancerzonego suv'a.
                                                                                  
Pędziliśmy ku małej wsi około 200 kilometrów od Tokio. Stał tam domek rodzinny naszego taty. Wszyscy milczeliśmy całą drogę. Byłam zła na Johna.... To nie tak że jestem zakochana czy coś! Po prostu wiem że kiedy Ana i on zaczną chodzić skończy się ta sielankowa przyjaźń pełna flirtów i innych podrywów. Ana co jakiś czas spoglądała to na mnie to na Johna. Zapatrzyłam się na pola i lasy pogrążone w mroku, szybko uciekające za szybą. Nikt nic nie mówił, a ciężka atmosfera panująca między nami była wręcz namacalna. Dom babci to istna baza wojskowa. Nasz dziadek i dziadek naszego dziadka - oni wszyscy byli w wojsku, tajnych służbach i innych. Nawet nasz tata pod przykrywką naukowca, pracuje dla wojska. Skąd to wiemy? Regularnie znika na dwa tygodnie, kiedy wraca jest jeszcze bardziej wysportowany, a na jego ciele pojawiają się nowe blizny. Ale wracając. Mamy tam również plac treningowy i strzelnice. Jednym słowem istny raj dla żołnierzy. Moje myśli nagle powędrowały do substancji, które wypiliśmy. Podobno mają nam dać jakieś "super moce" czy jakoś tak. Gdy znów skupiłam się na tym co widzę za oknem, zrozumiałam że jesteśmy już na miejscu. Chwilę później tata zgasił silnik suv'a a my wysiedliśmy.
- Ana, Nika zaprowadźcie chłopaków do domu i pokażcie im co i gdzie- poprosił nasz tata. Tutaj nic się nie zmieniło. Ciemne zarysy domów i spokojnie oddychający las. Jakby nic się nie stało. Westchnęłam i ruszyłam w stronę domu. Nagle poczułam jak ktoś mnie obejmuje w pasie. 
- To nie tak jak myślisz- John próbował się zrehabilitować w moich oczach.
- Spierdalaj- warknęłam i otworzyłam drzwi.
- TO WSZYSTKO WINA ANY KURWA MAĆ NO!- z desperacji aż łzy leciały mu z oczu.
- JAK TO KURWA MOJA?! PRZECIEŻ TO PRZEZ CIEBIE! PRÓBOWAŁAM CIĘ TYLKO PRZEPROSIĆ! ALE TAK CZY SIAK NIE CHCIAŁAM CIĘ CAŁOWAĆ!
- TAK KURWA OCZYWIŚCIE ŻE MOJA! JA PIERDOLE NAJLEPIEJ NA MNIE ZWALIĆ!
- A NA MNIE KURWA TO LEPIEJ TAK!?
- Skończcie się kłócić! Nie widzicie jak ona na tym cierpi?!- przerwał im Sam. Ja w tym czasie uaktywniłam metalowy mur otaczający posiadłości, pootwierałam okna by trochę wywietrzyć zapach stęchlizny.
- Ana, Nika?- spytała nasz babcia po kolei podchodząc i przytulając nas. 
- Sami jak ty wyrosłeś!- wykrzyknęła tarmosząc chłopaka za policzki.- O John! Ty.... nadal jesteś tak nudny jak wcześniej- stwierdziła z dezaprobatą kręcąc głową. 
- Ja?! Nudny?! Helen chyba pomyliłaś mnie z Samem!- oburzył się chłopak
- Jak mogłabym pomylić takiego gbura jak ty z moim Samim?!- staruszka nie dawała za wygraną.
- John a kto tu jest naczelnym łamaczem damskich serduszek?- spytał Sam dusząc się ze śmiechu. 
- Ty....- John aż zaniemówił ze zdenerwowania. W tym momencie wraz z siostrą zostawiliśmy ich samym sobie. Tata pomógł nam wnieść nasze bagaże do pokoi. Jakieś 2 godziny później wszyscy wesoło gadając siedzieli przy stole. Atmosfera była dość radosna, lecz ja nie odezwałam się ani słowem. Po posiłku jeszcze chwilę porozmawiali, jednak w tym nie uczestniczyłam. Szybko zmyłam się do domku. Padłam na łóżko i przez długą chwilę patrzyłam tylko w sufit. Wszystko zwolniło tempa. W mojej głowie na nowo odegrały się wszystkie sceny ostatnich godzin. Śmierć mamy, pocałunek Any i Johna, ta cała epidemia i szalona droga ucieczki. Rozległo się pukanie do drzwi, lecz zignorowałam je. Powoli rozluźniałam wszystkie mięśnie, aż każda komórka mojego ciała osiągnęła błogi spokój i ukojenie. Skuliłam się i nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.

niedziela, 22 listopada 2015

Rozdział 3

Tata poszedł po mamę, a nas zostawił tu samych i zdezorientowanych. O co chodzi? Dlaczego jeden mały wybuch narobił tak wielkiego zamieszania? Tyle pytań zero odpowiedzi, no po prostu pięknie. Zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju.
- Czy ktoś może mi wytłumaczyć co się dzieje i dlaczego tak się dziwnie czuję?- spytałam.
- Nie wiem Ana, ale nie tylko ty się tak czujesz.- wszyscy zgadzając się z Johnathanem pokiwali głowami.
- Tak czy siak, chyba nie mamy wyboru, musimy czekać.- Dodał Sam.
W sumie nie wiem ile czasu minęło, ale powiem od razu, że jestem bardzo nie cierpliwa, w końcu postanowiłam wyjść. Moja siostra poszła za mną, a przy drzwiach mnie wyprzedziła i wyszła jako pierwsza.
- Nika ty zostajesz.- stwierdziłam surowo.
- Pieprz się- powiedziała i poszła śladami ojca.
- Nika stój kurwa! JA idę, TY zostajesz, postanowione.
- Sorry bardzo ja jestem starsza. No i szybciej biegam. Więc zostajesz.- powiedziała i ruszyła biegiem do pracy mamy.
Wrrr, tak czy siak pobiegłam za nią. Może i jest szybsza, ale to ja znam skrót. Skręciłam w ciemną uliczkę, widać, że nikt tu nie chodzi, następnie skręciłam w prawo, a potem w lewo i już miałam przed sobą wielki budynek, w którym pracowała mama. Gdy spojrzałam w prawo zauważyłam moją siostrę, jak widać trochę ją wyprzedziłam. Weszłam do o dziwo pustego budynku, zaczekałam chwilę na Nike, wymieniłam z nią zdziwione spojrzenie.
-Chodźmy po rodziców.
- Mhm- chrząknęła potwierdzająco i pobiegła przodem.
W chwili gdy stanęłyśmy przed odpowiednim biurem, zamurowało nas. Tata stał z pistoletem przyłożonym do głowy mamy, płakał. Po chwili usłyszałyśmy huk. Na szybie pojawiła się krew. Sekundę później ojciec wyszedł, kiedy nas zobaczył przytulił nas mocno.
- Ja musiałem dziewczynki, wytłumaczę wam później.
- Dobrze
-Wracajmy do waszych przyjaciół, jak będziemy bezpieczni to wam wszystko powiem, Ana pamiętasz skrót?
- Tak.
- To prowadź.
Pobiegłam pierwsza, Nika nie była z tego zadowolona, bo musiała się ograniczać z tempem biegania, chociaż i tak by musiała w końcu nie wie gdzie to jest. Po mniej niż pięciu minutach wszyscy znaleźliśmy się w domowym laboratorium.
- No to, czekamy- zaczęła siostra.
- Rozprzestrzenił się wirus, przez który ludzie tracą rozum, są agresywni i ślepi, a wasza mama, właśnie zaczęła się przemieniać, dlatego musiałem to zrobić.
- A jest sposób, żeby cofnąć ten proces?
- Nie, ale teraz musimy uciekać, dopóki "Oni" się nie przebudzili mamy najwyżej godzinę.
- Niby gdzie?- zapytał Sam
- Daleko, a teraz musimy zebrać potrzebne rzeczy, Nika ty skombinuj jakieś jedzenie i picie, myślę, że możesz pójść do sklepu na przeciwko, Ana, ty spakuj swoje i twojej siostry ubrania, Sam, John wracajcie do swoich mieszkań. Spotykamy się za piętnaście minut tutaj.
- Tak jest- krzyknęliśmy jednocześnie.
Do plecaka wrzuciłam większość naszych bluzek i spodni, na końcu włożyłam bieliznę, wzięłam też ładowarki, tak na wszelki wypadek, plus parę powerbank'ów . Dziesięć minut później byłam gotowa. Zaraz po mnie przyszła Nika, w jednej torbie miała pięć pół litrowych kubełków lodów, wszystkie miętowe, a w drugiej bardziej potrzebne rzeczy, czyli czekoladę, wafelki ryżowe, suszoną wołowinę itp. itd. Kiedy w końcu zebraliśmy się wszyscy, zapakowaliśmy do samochodu i wyjechaliśmy, prawdopodobnie na zawsze.

Rozdział 2

Gdy zobaczyłam jak Ana i John się całują nie mogłam powstrzymać łez, choć nawet sama nie wiem czemu. Pobiegłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi na klucz.
-Nika otwórz!
- Nie! Idź sobie!
- Proszę wpuść mnie.
- Nie! Idź sobie bo łacina pójdzie!
- Ej, Niki to chociaż wpuść mnie.-wtrącił się chłopak
- Boże weźcie mnie ludzie zostawcie w spokoju!- Krzyknęłam i wyszłam na balkon. Już nie raz schodziłam po balkonach, więc po prostu przeszłam przez barierkę. Już miałam schodzić gdy przypomniałam sobie o czymś. Wróciłam do pokoju i chwyciłam telefon, słuchawki, torebkę w której był portfel i znowu rozpoczęłam schodzenie. Niestety piętro niżej był balkon naszego drugiego najlepszego przyjaciela, Samuela. Oczywiście Sam był u siebie i kiedy zeskoczyłam na jego balkon, spojrzał w moją stronę. Czym prędzej zeszłam na następny balkon.
-Hej Nika gdzie idziesz?
- Na dół!- powiedziałam skacząc na następny balkon.
- No to mogę iść z tobą?
- Jak chcesz!- powiedziałam i zeskoczyłam na trawę pod blokiem. Zaczęłam po niej biec ile sił w nogach.
- Ej czekaj!- usłyszałam głos chłopaka, ale nic sobie z tego nie zrobiłam i biegłam dalej. Najpierw do parku a potem do centrum. Tam zwolniłam i zaczęłam się rozglądać za jakąś kawiarnią, bo miałam ochotę na loda. Dostrzegłam jakąś małą i weszłam do niej. Zamówiłam porcję lodów miętowych, do których mam straszną słabość, i zajęłam miejsce przy stoliku. Rozległ się dzwonek mojej komórki. Spojrzałam na wyświetlacz. To Sam dzwonił, ale to zignorowałam. Po chwili dostałam lodowy przysmak. Ta delikatna, zamrożona chmurka smakująca miętą i gorzką czekoladą, łączące się w pysznym tańcu, pieszczącym podniebienie lepiej niż kochanek. Zjadłam, zapłaciłam i wyszłam. Chodziłam sobie po mieście w tę i we wte bez najmniejszego celu. Nagle usłyszałam huk za sobą. Obróciłam się i ujrzałam wielki obłok dymu który... opada na miasto! Budynek z którego się unosił był laboratorium, w którym powstawał jakiś nowy cuś, który miał leczyć ludzi. Instynkt podpowiadał mi że ten dym robi coś zupełnie odwrotnego. Zaczęłam biec w stronę domu, jednocześnie wybierając numer Sama. Po trzech dzwonkach odebrał.
- Halo? Nika? Gdzie jesteś?
- Biegnę do domu. Czekaj na mnie razem z Aną i Johnem przed budynkiem!- Krzyknęłam w biegu i rozłączyłam się. Schowałam telefon i sprintem pobiegłam do domu. Stali tam. Cała trójka.
-Co jest?- spytała moja siostra, gdy się zbliżyłam na tyle bym mogła ich usłyszeć.
-Właśnie Niki wytłumacz co się dzieje.- wtrącił się John
- Chodźcie po prostu! Później wam opowiem.- powiedziałam biegnąc do naszego mieszkania. Wpadłam do niego jak burza.
- Tato!- krzyknęłam na cały dom
- Tak skarbie? Co się stało?- spytał nasz tata wychodząc z kuchni. Był to postawny mężczyzna koło czterdziestki.
- Tato czy w waszym laboratorium nie było przed chwilą jakiegoś wybuchu?- Po moich słowach twarz taty stężała. Skoczył do kanapy na której leżał pilot. Włączył telewizor, akurat leciały wiadomości.
-.... W centrum Tokio doszło dziś do wybuchu. Z laboratorium Hironagamisako ulotnił się niezidentyfikowany obłok gazu. Spowił on już całe centrum, przez co miasto zostało sparaliżowane. Przypuszczamy iż dym ten może być niebezpieczny....- reszta informacji była tylko głupim gadaniem. Spojrzałam na ojca. Jego twarz zamarła w wyrazie przerażenia.
- Nika, Ana, Sam, John chodźcie. Muszę wam coś dać.- Powiedział i poprowadził nas do swojego domowego laboratorium. Tam wziął kilkanaście fiolek i nam podał ze słowami "wypijcie to". My z Aną dostałyśmy dwa razy więcej do spożycia. Gdy wszyscy już wypiliśmy, ojciec kazał nam zostać w pomieszczeniu, a sam pobiegł po mamę. Wirus zaczął się rozprzestrzeniać. Już niedługo mieliśmy zostać jednymi z ostatnich na ziemi.
***
No to mamy to! Rozdział oczami Niki i wyjaśnienia ;) No niby jest rozdział ale czytających ni widu ni słychu. Jesteście tu z nami!? Dajcie znak w komentarzu a ja lecę pisać dalej
Nika

sobota, 21 listopada 2015

Rozdział 1

Cześć, nazywam się Ana Karizon, mam siostrę Nike, przeżyłyśmy razem już 16 wiosen. Obydwie posiadamy falowane włosy, ja czarne, a Nika granatowe z białymi pasemkami. Jestem dziewczyną o intensywnie niebieskich oczach, z czarnymi obwódkami, moja siostra ma heterochromię więc jedno oko ma szaro-błękitne, drugie złoto-szmaragdowe. To tyle z opisów bo wiem że są nudne. Był zwykły, listopadowy dzień. Ulice Tokio były jak zwykle zapełnione, a wszyscy spieszyli się do tylko im znanych celów. Byłyśmy jak zwykle w laboratorium ojca. Aktualnie rozmawiał o czymś z Niką, ale zbytnio mnie to nie obchodziło. Myślałam o tym co będzie potem, czy znajdę kogoś z kim będę szczęśliwa przez resztę życia, tak samo jak mama? Nie wiem. Kolejny raz spojrzałam na ludzi, wszyscy szli monotonnie przed siebie jedni szybciej inni wolniej, lubię ich obserwować. Założyłam swoje słuchawki, które spokojnie wisiały sobie na mojej szyi. Włączyłam jedną z moich ulubionych piosenek, zaczęłam odchodzić do świata muzyki, powoli wsłuchując się w słowa, lecz moja jakże kochana siostrzyczka, postanowiła mi w tym przeszkodzić, zrywając mi słuchawki z uszu.
- Ej!- krzyknęłam i odwróciłam się w jej stronę.
- No kurcze rozmawiamy! Zero kultury!- powiedziała
- Wy rozmawiacie nie ja.- spokojnie jej odpowiedziałam.- po prostu nie uważałam, że to temat dla mnie.
- Spokojnie dziewczynki.- powiedział nasz tata.
- Ale tato ona znowu to robi! Nie ja mam dość! Wychodzę!- Powiedział ten gbur i poszła gdzieś trzaskając drzwiami wejściowymi.
- Nika czekaj!- krzyknęłam po czym pobiegłam za nią, parę metrów dalej szła moja wkurzona siostra. Podbiegłam do niej i złapałam za ramię.- gdzie idziesz?
- Gdzieś gdzie ciebie nie ma.
- Ale wiesz, że pójdę za tobą wszędzie.
- To zostaw mnie teraz w spokoju!- Powiedziała po czym pobiegła do pobliskiego parku i gdzieś dalej tak, że znikła mi z oczu. Muszę przyznać szybka z niej bestia. Tak czy siak pobiegłam za nią. Rozglądałam się za nią wszędzie, po czym zrezygnowana podeszłam na pobliską huśtawkę. Dlaczego ona zawsze tak robi? Napisałam do mojego przyjaciela Jonathana:
-"Hej"
-"Siema mała ;) "
-"Wiesz gdzie jest Samuel?"
-"Może... a co? Jak masz na coś ochotę to do mnie :) "
-"Boże Jonathan!!! Nie o to mi chodzi, Nika znowu mi zwiała"
-"Ah ta to ma nóżki *-*! Dobra, pomacam sobie jak ją znajdziemy, a teraz gadaj gdzie jesteś i gdzie ci zwiała?"
-"No jestem w parku, ona pewnie też gdzieś tu jest"
-" Dobrze zaraz będę. Szykuj łóżko bo wieczorem do was wpadam i mam nadzieję na mile spędzony wieczór"
-"Bosz! Co ja z tobą mam."
Czekam już parę minut, lecz jego wciąż nie ma.
-"Gdzie jesteś?!"
-" Za tobą :D"- Po chwili, gdy to przeczytałam, ktoś mnie złapał od tyłu.
- Cześć piękna. Gdzie to znowu twoja śliczna siostrusia znikła?
- Gdybym wiedziała, to nie prosiłabym cię o pomoc.
- Pfff- westchnął- z Niki są lepsze żarty. Ty zawsze tak sztywna.- powiedział po czym uszczypnął mnie w tyłek.
- Ej! Przestań mnie gwałcić i pójdźmy jej szukać.
- Ja cię nie gwałcę, tylko się z tobą droczę.
- Niech ci będzie, masz jakieś pomysły?
- Tylko jeden.- Powiedział i odszedł kilka kroków po czym krzyknął na cały regulator- NIKA!! DUPO MOJA! GDZIE JESTEŚ KOCHANIE!?
- Nie taki kretonie!!!
- A masz lepszy?- spytał głupio się szczerząc.
- Tak, na przykład pójść w jej ulubione miejsca?
- Aj tam. Tak jest śmieszniej- powiedział, a Nika o dziwo po chwili wyszła spomiędzy drzew.- Nikuś! Kochanie gdzieś ty była!?- Powiedział biorąc moją siostrę na ręce.
- Nika! Ty cały czas tam stałaś!?
- Nie. Biegałam po parku.- powiedziała i pocałowała Jonathana w policzek na przywitanie
- No kochanie. Ładnie to tak uciekać?- Spytał chłopak a moja bliźniaczka weszła mu z rąk na barana a potem opuściła ciało chłopaka
- Bo ona mnie denerwuje.- westchnęła i poszła zostawiając nas.
- Ej Kotku, nie zostawiaj mnie!- nic nie odpowiedziała tylko pobiegła w stronę naszego domu.
Popędziłam za nią, a zdziwiony chłopak został w tyle. Wbiegłam do mieszkania, zamykając zamek, żeby ten zboczeniec nie wszedł za nami. Skierowałam się do pokoju Niki i zaczęłam do niej mówić przez drzwi.
- Nika, jesteś tam?
- Nie.... idź sobie.-Powiedziała a potem przez ścianę usłyszałam ostre dźwięki Asking Alexandrii i już wiedziałam, że na razie nie mam nawet po co próbować z nią porozmawiać.
Poszłam zobaczyć czy "Pan Zbok" już sobie poszedł. Otworzyłam drzwi, ponieważ nie posiadamy czegoś takiego jak wizjer lub zasuwa i zrozumiałam, że to było najgorsze co mogłam zrobić, bo Jonathan uznał to jako zaproszenie do wejścia, i wepchnął się do domu.
- No mała, ładnie zamykać drzwi przed nosem?
- Jeżeli chodzi o zboczeńców to tak.
- Ja zboczeńcem?! A ja cię swoją małą nazywałem! Ehh złamałaś mi serce.
- Oj no weź, nie udawaj.-podeszłam do niego bliżej, chłopak zasłonił twarz rękoma w geście udawanego płaczu, jednocześnie siadając na kanapie- Ej, nie płacz, proszę.
- Jak mam nie płakać jak złamałaś mi serce?
- Przepraszam, możesz przestać płakać?
- Dobrze, zrobię to pomimo złamanego serca.
- Ehh, już? Wszystko okej, nie wiem, mam ci zrobić kakao? A może chcesz kanapkę z nutellą?
- Nie, w stanie takiej rozpaczy nie będę mógł nic przełknąć.
- Och, no John, proszę, przecież cię przeprosiłam, co mam zrobić, żebyś nie był taki smutny?
- Kochaj mnie całym sercem- powiedział dramatycznie.
- Och no dobra.
- Udowodnij... co powiesz na pocałunek w dowód miłości?
- C-co?!- spytałam zdziwiona, delikatnie się rumieniąc.
- Pocałunek. W usta.- uśmiechnął się i posadził mnie sobie na kolanach. Delikatnie się przybliżył.
- John...- patrzyłam mu prosto w stalowe oczy. Przechylił delikatnie głowę i złożył na moich wargach delikatny, lecz wypełniony emocjami pocałunek. Gdy wreszcie się od siebie odsunęliśmy, nasz wzrok spoczął na osobie stojącej po mojej prawej. Była to moja, szlochająca teraz siostra. Gdy spojrzeliśmy na nią zaczęła już centralnie płakać i znów uciekła do swojego pokoju.
***
Tym optymistycznym akcentem kończymy :D Następny jutro ;)
Age ( tak wiem, że jestem zalogowana od Niki)

Prolog


Za późno. Jak? Czemu? Gdzie i kiedy? Na żadne z tych pytań obie dziewczyny nie umiały odpowiedzieć. Stały po środku głównej alei jednego z małych miasteczek w pobliżu Tokio, ich rodzinnego miasta. Nie wiele wiedziały, ale jedno było pewne: na razie są same i muszą współpracować, by przeżyć. "Oni", jak nazwali ludzi którzy zostali zarażeni wirusem, ciągle na nie polowali. Wyczuwały ich obecność dzięki... czemuś. Nagle usłyszały dźwięk kroków, dochodzący z pobliskiej uliczki. Nie jednej osoby, ale całego tłumu zarażonych.
- O kurwa!- szepnęły obie w tej samej chwili. Zarażeni zaczęli je otaczać. To koniec.

***


No więc... ;) Prolog jest. Krótki bo krótki ale jest i mam nadzieje że kogoś jednak zachęci do czytania. Zachęcam do komentowania i wyrażania swoich opinii :D
Nika i Aga