niedziela, 22 listopada 2015

Rozdział 3

Tata poszedł po mamę, a nas zostawił tu samych i zdezorientowanych. O co chodzi? Dlaczego jeden mały wybuch narobił tak wielkiego zamieszania? Tyle pytań zero odpowiedzi, no po prostu pięknie. Zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju.
- Czy ktoś może mi wytłumaczyć co się dzieje i dlaczego tak się dziwnie czuję?- spytałam.
- Nie wiem Ana, ale nie tylko ty się tak czujesz.- wszyscy zgadzając się z Johnathanem pokiwali głowami.
- Tak czy siak, chyba nie mamy wyboru, musimy czekać.- Dodał Sam.
W sumie nie wiem ile czasu minęło, ale powiem od razu, że jestem bardzo nie cierpliwa, w końcu postanowiłam wyjść. Moja siostra poszła za mną, a przy drzwiach mnie wyprzedziła i wyszła jako pierwsza.
- Nika ty zostajesz.- stwierdziłam surowo.
- Pieprz się- powiedziała i poszła śladami ojca.
- Nika stój kurwa! JA idę, TY zostajesz, postanowione.
- Sorry bardzo ja jestem starsza. No i szybciej biegam. Więc zostajesz.- powiedziała i ruszyła biegiem do pracy mamy.
Wrrr, tak czy siak pobiegłam za nią. Może i jest szybsza, ale to ja znam skrót. Skręciłam w ciemną uliczkę, widać, że nikt tu nie chodzi, następnie skręciłam w prawo, a potem w lewo i już miałam przed sobą wielki budynek, w którym pracowała mama. Gdy spojrzałam w prawo zauważyłam moją siostrę, jak widać trochę ją wyprzedziłam. Weszłam do o dziwo pustego budynku, zaczekałam chwilę na Nike, wymieniłam z nią zdziwione spojrzenie.
-Chodźmy po rodziców.
- Mhm- chrząknęła potwierdzająco i pobiegła przodem.
W chwili gdy stanęłyśmy przed odpowiednim biurem, zamurowało nas. Tata stał z pistoletem przyłożonym do głowy mamy, płakał. Po chwili usłyszałyśmy huk. Na szybie pojawiła się krew. Sekundę później ojciec wyszedł, kiedy nas zobaczył przytulił nas mocno.
- Ja musiałem dziewczynki, wytłumaczę wam później.
- Dobrze
-Wracajmy do waszych przyjaciół, jak będziemy bezpieczni to wam wszystko powiem, Ana pamiętasz skrót?
- Tak.
- To prowadź.
Pobiegłam pierwsza, Nika nie była z tego zadowolona, bo musiała się ograniczać z tempem biegania, chociaż i tak by musiała w końcu nie wie gdzie to jest. Po mniej niż pięciu minutach wszyscy znaleźliśmy się w domowym laboratorium.
- No to, czekamy- zaczęła siostra.
- Rozprzestrzenił się wirus, przez który ludzie tracą rozum, są agresywni i ślepi, a wasza mama, właśnie zaczęła się przemieniać, dlatego musiałem to zrobić.
- A jest sposób, żeby cofnąć ten proces?
- Nie, ale teraz musimy uciekać, dopóki "Oni" się nie przebudzili mamy najwyżej godzinę.
- Niby gdzie?- zapytał Sam
- Daleko, a teraz musimy zebrać potrzebne rzeczy, Nika ty skombinuj jakieś jedzenie i picie, myślę, że możesz pójść do sklepu na przeciwko, Ana, ty spakuj swoje i twojej siostry ubrania, Sam, John wracajcie do swoich mieszkań. Spotykamy się za piętnaście minut tutaj.
- Tak jest- krzyknęliśmy jednocześnie.
Do plecaka wrzuciłam większość naszych bluzek i spodni, na końcu włożyłam bieliznę, wzięłam też ładowarki, tak na wszelki wypadek, plus parę powerbank'ów . Dziesięć minut później byłam gotowa. Zaraz po mnie przyszła Nika, w jednej torbie miała pięć pół litrowych kubełków lodów, wszystkie miętowe, a w drugiej bardziej potrzebne rzeczy, czyli czekoladę, wafelki ryżowe, suszoną wołowinę itp. itd. Kiedy w końcu zebraliśmy się wszyscy, zapakowaliśmy do samochodu i wyjechaliśmy, prawdopodobnie na zawsze.

2 komentarze:

  1. trochę mało napisalam w tym rozdziale ponieważ nika cały czas mnie ponaglala

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie szkodzi :)
    Pytanie teraz, gdzie next.? :D

    OdpowiedzUsuń